Frytki belgijskie w Nowej Hucie

Frytki belgijskie w Nowej Hucie

Agnieszka i Frytki Story

Agnieszkę możecie spotkać w Nowej Hucie, gdzie sprzedaje frytki belgijskie 😉

Kiedy Agnieszka była młodsza wydawało mi  się, że jej dzieciństwo nigdy się nie skończy. Myślenie takie trochę ułatwiały Agnieszki zespołowe przymioty – niziutki wzrost, swoisty infantylizm będący w jakiejś części efektem ZD, a w jakiejś części być może efektem naszego traktowania córki.  Niby wiedziałam, że kiedyś przyjdzie koniec szkoły więc kiedy nastał, dał mi poczucie zakończenia się tego magicznego czasu dzieciństwa. Rozpoczęła się dorosłość…. 

Z perspektywy  peselu to dorosłość Agnieszki trwa od 6 lat. Od tylu lat lubi napić się piwa czy wina, posiada dowód osobisty i potrafi o niego dbać.  Odkąd pobiera rentę socjalną ma swoje konto, przypisaną do niej kartę i potrafi się nią posługiwać daje jej to spore poczucie dumy i niezależności, ale oczywiście nasz lekki nadzór rodzicielski  jest nieodzowny. Muszę jednak przyznać, że czasem czerpiemy rodzinne korzyści z tego, że Aga ma swoje pieniądze – bardzo lubi od czasu do czasu zaprosić wszystkich na niedzielny obiad i za niego zapłacić. Czasem zapłaci za zakupy – chętniej wtedy gdy zakupowy koszyk nie jest wypełniony po brzegi – ma ekonomiczny instynkt samozachowawczy w takich sytuacjach.  Widząc na ulicy kabriolet zawsze chce mi taki kupić:) Pieniądze dają jej poczucie mocy – może dobrze, że nie ma świadomości jaką siłę nabywczą ma ta jej renta socjalna. I całe szczęście, że nie musi się za nią utrzymać.

Ja i mąż jesteśmy ludźmi dużo pracującymi . Mamy dość odpowiedzialne zawody i chyba duże – może czasem za duże – przywiązanie do pracy. Agnieszka ma wzorzec pracujących dorosłych. Kiedy była młodsza i pytałam jej czy będzie chodzić do pracy zdecydowanie tego chciała. Kiedy pytałam co chciałaby robić pojawiały się bardzo różne odpowiedzi i często zmieniała zamierzenia dotyczące preferowanego zajęcia.

Szkoła przysposabiająca do pracy

 Na ostatnim etapie edukacji Agnieszka była przez 4 lata w  szkole przysposabiającej do pracy – o rok wydłużyliśmy jej ten etap edukacyjny.  Moim zdaniem wydłużanie etapów edukacyjnych jest dobrym pomysłem na kształcenie dzieci i osób z niepełnosprawnością intelektualną. Będąc więc w szkole przysposabiającej do pracy miała możliwość  spróbować swoich sił w różnych aktywnościach. Program takiej szkoły jest tak wymyślony aby osoba mogła „popracować” w kuchni – zajęcia kulinarne, w ogrodzie – zajęcia ogrodnicze, w biurze ucząc się obsługi podstawowych sprzętów.  Wszystkie zajęcia mają charakter bardzo praktyczny – więcej działania, niż uczenia się o tym działaniu. To troszkę inaczej niż w specjalnej szkole zawodowej – te są w większym stopniu sprofilowane, np. gastronomiczne, ogrodnicze, etc oraz zdecydowanie jest tam więcej teorii.  

Moja Agnieszka potrzebowała praktykować. W szkole, do której chodziła zdecydowanie było to możliwe. Szkoła realizowała również projekty z aktywizacji zawodowej. Najfajniejszy polegał na wyjazdach do hotelu w Zakopanem na 2 tygodnie gdzie w ramach praktyki  próbowali wszystkich hotelowych prac oczywiście przy wsparciu nauczycieli i pracowników hotelu. Agnieszka bardzo te wyjazdy lubiła – oczywiście praca łączyła się ze zwiedzaniem i korzystaniem z uroków gór. Nie będąc na takim wyjeździe nie umiem ocenić ile zawodowo taki wyjazd jej dał, nie wiem jak w praktyce ta idea wcielania się  w role zawodowe im się udawała, ale wiem, że zawsze entuzjastycznie podchodziła do wyjazdu i zawsze chciała być tam troszkę dłużej… 

W szkole wychowawcą Agnieszki była pani od zajęć kulinarnych. Aga  ją uwielbiała, widziałam również bardzo szybko, że w szkole rzeczywiście córka  gotuje. Szybko efekty przenosiły się na grunt domowy – coraz szybciej radziła sobie  obieraniem ziemniaków, krojeniem warzyw i innymi kulinarnymi przedsięwzięciami. Wielka szkoda, że ze mnie jest troszkę Zosia Samosia  – za słabo włączam dzieci w codzienne obowiązki domowe wymagające współpracy a przez to pozbawiam je – w tym Agnieszki – ważnego rozwojowo obszaru funkcjonowania w życiu codziennym. Szkoda, że tak późno zaczęłam to zmieniać… Choć nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – Aga jest bardzo aktywna w innych sferach życia – ilość jej zainteresowań jest imponująca!

Frytki belgijskie sprzedawane przez Agnieszkę

Wzorce z domu, dobre doświadczenia ze szkoły oraz charakter Agnieszki, który ma znaczenie gdy na jej drodze pojawia się wyzwanie sprawiły, że na możliwość podjęcia pracy nie miała obiekcji. 

Aga – podobnie jak jej trzech znajomych z klasy po zakończeniu szkoły zaczęła przygotowywać się do podjęcia pracy w spółce, którą założyło Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób z Zespołem Downa Tęcza. A że miała działać w dziedzinie gastronomii to świetnie się składało. Przynajmniej dla mojej córki kuchnia czy szerzej gastronomia to było najlepsze miejsce z możliwych – a za sprawą doświadczeń szkolnych budzące najprzyjemniejsze skojarzenia. Przedsiębiorstwo społeczne Społeczna 21 sp. Z o.o. zatrudnia 5 osób na pół etatu. Miejsce pracy to foodtrack, w którym sprzedajemy frytki belgijskie – współpracujemy w ramach umowy franczyzowej z firmą Frytki Belgijskie, która w samym Krakowie ma kilka, a może nawet kilkanaście miejsc. Ale tylko nasze ma tak ważną misję jak aktywizacja zawodowa naszych pracowników. I tylko nasze pokazuje osoby z zespołem Downa jako pracowników, osoby z potencjałem przełamujące stereotypy. Powstająca spółka miała trochę kłopotów – to trochę tak jak i nasi pracownicy w życiu – ale wytrwale i cierpliwie działając poradziła sobie. To co z tych kłopotów jest najważniejsze to to, że pracownicy motywowali nas do działania, widzieliśmy jak dla nich jest to ważna sfera życia. 

Jakie mam wnioski  na temat wartości ważnych w pracy po około rocznym czasie przygotowań do pracy i samej pracy mojej córki?

– do pracy powinna przygotowywać szkoła. Jest to szczególnie istotne dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. W pracy z takimi osobami wszystkie nasze terapeutyczne i edukacyjne działania powinny mieć przełożenie na praktyczne zastosowanie w życiu. Powinien to zapewnić system edukacji a w naszym przypadku udało się to dzięki mądrej i dobrej nauczycielce;

– poczucie obowiązku -bo praca to przecież obowiązek. I tutaj pojawia się pytanie o obowiązki – ale takie życiowe, codzienne, które nasze dzieci mają. To przysłowiowe wynoszenie śmieci czy ścielenie łóżka ma znaczenie z punktu widzenia wypracowania postawy służącej radzeniu sobie z obowiązkami zawodowymi. Poczucie obowiązku to również efekt współpracy – bo zwracamy naszym dzieciom na coś uwagę, chcemy aby coś robiły, czasem nawet aby to wykonywały w określony sposób, aby miały poczucie sensu tej czynności, czasem to efekt negocjacji i uzgodnień – nie zawsze łatwych. Bo komunikowanie się z osobami z niepełnosprawnością intelektualną nie jest łatwe – wymaga odpowiedniej, dostosowanej argumentacji, czasem prezentacji, cierpliwości w tłumaczeniu, konsekwencji ale i wyrozumiałości;

– odpowiedzialność – czy jestem odpowiedzialny za coś ważnego? Czy o coś/ kogoś się troszczę – młodsze rodzeństwo, kota czy choćby rybki – to taki obowiązek w powiązaniu z troską o kogoś lub coś. Bo praca też jest formą służby innym. Poczucie, że robimy coś ważnego i użytecznego również jest ważne dla osoby z niepełnosprawnością. Każdy chce się czuć potrzebnym, w dorosłości świadomość że mama i tata mnie kochają i mnie potrzebują przestaje być wystarczająca również dla osób niepełnosprawnych;

– znaczenie gratyfikacji – każdy dorosły człowiek jeśli pracuje powinien otrzymywać pensję. Aga moc swoich pieniędzy poczuła odkąd zaczęła mieć rentę, ale odkąd zaczęła dostawać pensję to tym bardziej było to dla niej ważne. Wspólnie z Agą celebrujemy zakupy – kiedy może czegoś chcieć i iść sobie to kupić samodzielnie płacąc własną kartą jest prawdziwie dumna. A kiedy jeszcze może sobie kupić komputer czy telefon za własne pieniądze to robi to wrażenie już nie tylko na niej samej, ale i na otoczeniu. Możliwość wydawania rozwija też w mojej córce świadomość pieniądza – nie jest ona zbyt wielka, gdyż jej umiejętność liczenia nie jest zaawansowana – ale pozwala przekładać  wynagrodzenie na konkretny, wymierny efekt. Skłania też do większej odpowiedzialności przy wydawaniu – własne pieniądze wydaje się nie tak lekko jak rodziców!

 Takie  poczucie satysfakcji  z pracy i wypłaty powinna poczuć jak największa ilość osób z niepełnosprawnością również w Polsce. To, że w tzw świecie osoby z niepełnosprawnością intelektualną pracują  i to często utrzymując stanowisko przez wiele lat jest zjawiskiem zdecydowanie częstszym niż u nas. A że nasze osoby z Zespołem Downa nie są mniej zdolne do pracy niż te z zachodu jest dla mnie oczywiste. Mamy tylko mniej dostosowane i dostępne warunki. Mam nadzieję, że nasze stowarzyszeniowe działania zmieniają ten wzorzec. I mam nadzieję, że nasze przedsiębiorstwo przetrwa dłużej niż okres trwania projektu, który tworzy bardziej przyjazne warunki na start. Aby tak się stało zapraszamy wszystkich nad Zalew Nowohucki – ul. Bulwarowa na frytki belgijskie. Są naprawdę pyszne, a dodatkowo są też wegańskie. Życzymy więc smacznego!

                                                                                              Grażyna,
mama 24-letniej Agnieszki

Więcej o FRYTKACH znajdziesz tutaj:

krakowTVP

fb frytki-story

Dodaj komentarz